Czym grzać w kominku

Cześć Kochane! Dawno nie uzupełniałam notatek na moim blogu, ale postanowiłam, że dziś w końcu opowiem Wam, co u mnie. Ostatnio znalazłam w naszym domu jakieś dziwne granulki w kształcie walca. Nie miałam pojęcia, co to może być. Na początku pomyślałam, że syn w tajemnicy trzyma jakiegoś gryzonia w pokoju i nie zauważył, że rozsypała mu się karma. Dokładnie sprawdziłam jego pokój, ale nic nie znalazłam! No poza kilkoma gazetami i nie były to bynajmniej periodyki historyczne... Kolejne podejrzenie padło na męża – może widział u nas mysz i boi się mi powiedzieć, a to jest trutka? Ale to byłoby bardzo nierozsądne, on tak by nie zrobił – przecież wie, że czasem zagląda do nas kot sąsiada albo żarłoczny pies znajomych – nie naraziłby ich na niebezpieczeństwo. Moje śledztwa nic nie pomogły, więc postanowiłam po prostu zapytać się męża, czy nie wie, co to może być. Na początku się zmieszał, a ja zastygłam... Co on ukrywa? - To miała być niespodzianka – powiedział. - Te granulki to pelet. A jeśli dalej nie wiesz, co to, pomyśl, że to odmiana takiego wynalazku jak brykiet – dodał. No dobra, wiedziałam, co to znaczy brykiet – to materiał opałowy, jakaś mieszanka. Brykiet chyba też wykorzystywany jest jako rozpałka na przykład do paleniska pod grillem. Ale po co ten pelet znalazł się u nas w domu? Nic nie przychodziło mi do głowy. Rozwiązanie zagadki okazało sie proste i zaskakująco miłe... - Chciałem wszystko zrobić w tajemnicy przed tobą. To miał być prezent na twoje urodziny – wyjaśniał mąż. Okazało się, że podczas ostatniej delegacji zwrócił uwagę na kominki. Bydgoszcz (bo tam wyjechał mąż) okazała się jakimś zagłębiem kominkowym z wyjątkowo konkurencyjnymi cenami. Zawsze marzyłam o domowym palenisku, ale nie przypuszczałam, że spełnienie marzeń jest tuż tuż! Podobno w garażu ukryte są części i opał, który mąż dostał w promocji. Ale to nie koniec niespodzianek. Okazało się, że one są dwa – znaczy się kominki (Bydgoszcz zarobiła na moim mężu)! Ponieważ cena była bardzo atrakcyjna, mój mąż pomyślał także o domu mojej mamy. Pelet był w zestawie. Jaka ja jestem wzruszona! Nawet sobie nie wyobrażacie! Zadzwoniłam do niej od razu i oznajmiłam:- Mamy kominki! Bydgoszcz nam zrobiła prezent! Oczywiście później opowiedziałam jej o moich podejrzeniach i śledztwie. Rozmawiałyśmy do nocy. Trochę się ze mnie pośmiała i nakazała bardziej ufać mężowi. Jak zwykle miała rację.