Gdzie rozbić namiot

zbliża się czerwiec, czyli ulubiony miesiąc młodzieży szkolnej. Bo to znak, że zaraz będzie koniec szkoły i rozpoczną się wakacje. Na to młodzież czeka cały rok, na te chwile, gdy nie będzie trzeba rano wstawać, iść do szkoły, siedzieć w ławkach i słuchać nauczycieli. Nie będzie kartkówek, sprawdzianów i nudnego pytania. Tylko słońce i zabawa. Ale póki jeszcze trwa rok szkolny, wiele szkół organizuje wycieczki dla swoich podopiecznych. Dużym zainteresowaniem cieszy się gościniec, dokąd klasy wyjeżdżają na tak zwane zielone szkoły. Nazywają to zielone szkoły, ale nie ma to z tym za wiele wspólnego. To znaczy zielono to może jeszcze jest, ale na pewno nie ma mowy o nauce. Kiedy ja pojechałam na swoją pierwszą zieloną szkołę to miałam zajęcia. Trzy godziny dziennie uczyliśmy się polskiego i matematyki, siedząc po południu w klasie pobliskiej szkoły. Kiedy jednak pojechałam rok później to zielone szkoły już nie było. Wtedy to były wakacje, bo o nauce mogliśmy zapomnieć. Nie wiem, która opcja jest lepsza, czy ta, gdy odwiedzając gościniec skupiamy się na zabawie i odpoczynku, czy ta, gdy jednak coś powtarzamy. Ale prawdą jest, że wiele się zmieniło i może teraz taka forma lepiej się sprawdza? Na szczęście dzieci są pod stałą opieką. Kiedyś ktoś wpadł na pomysł by wynająć im pola namiotowe, ale na szczęście odstąpiono od tej idei. Gościniec jest tak piękny, do tego dobra pogoda, kto wie co dzieciom przyjdzie do głowy. A wiadomo, że pola namiotowe mimo wszystko kuszą i stwarzają okazje, o których lepiej żeby nikt nie myślał. To znaczy opiekunowie muszą, na wszelki wypadek, ale dzieci absolutnie nie powinny. Na szczęście pomysł na pola namiotowe już więcej nie pojawił i dzieci spokojnie jeżdżą i nocują w ośrodku. Wszyscy są bezpieczni i zadowoleni. Kto wie jednak do czego to dojdzie za kilka lat, i jak wtedy będą wyglądać te popularne wyjazdy w trakcie roku szkolnego.